Pomoc dla rodziców

2008/02/26, wtorek

Rodzice, którzy mają kłopoty wychowawcze ze swoimi dziećmi po pierwsze mogą zwrócić się o pomoc do najbliższej Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej (adresy można znaleźć w książce telefonicznej). Kompetentni psychologowie pracują też w Ośrodkach Interwencji Kryzysowej i Powiatowych Centrach Pomocy Rodzinie. Można też na stronie www.cmppp.edu.pl/szkoladlarodzicow sprawdzić kto w najbliższej okolicy realizuje warsztaty „Szkoła dla Rodziców i Wychowawców”. Kiedy zaczyna się szukać pomocy otwierają się nowe drogi i zwykle okazuje się, że odpowiednie wsparcie znajduje się całkiem niedaleko.

Jolanta Basistowa

Robienie na złość

2008/02/8, piątek

Kiedy czytam, jak mama pisze o swoim synu: „mam wrażenie, że jego celem życiowym jest robienie wszystkim na złość … szkoła jest bezradna, ja też … Naprawdę zastanawiam się, gdzie ja popełniłam tak olbrzymi błąd…” to myślę, że warto byłoby bezradność i błędy odpuścić sobie, a zastanowić się nad tym jak zachęcić chłopca do zmiany zachowania. Tym bardziej, że jest spora grupa dorosłych osób w domu i w szkole, którym na nim zależy. Można by zacząć od dokładnego zaobserwowania i opisania trudnych zachowań: w jakich okolicznościach występują, co chłopiec osiąga dzięki nim, co on przeżywa wtedy, co przeżywają inni. Potem warto ułożyć plan wzmacniający pożądane zachowania: np. tropienie wszystkiego co jest godne pochwały, spisanie kontraktu dotyczącego zachowania, stałe cotygodniowe spotkania z chłopcem, zamiast tych, które zawsze łączą się z jakimiś wybrykami. To są propozycje na początek. Poza tym po stronie mamy obowiązkowa lektura poradnika „Jak mówić, żeby dzieci słuchały… ” Faber i Mazlish, a może jeszcze udział w Szkole dla Rodziców (www.cmppp.edu.pl/szkoladlarodzicow); stronie szkolnej polecam książkę A. Karasowskiej „Jak wychowywać i uczyć dzieci z zaburzeniami zachowania” – inspirująca i ożywcza lektura!

Jolanta Basistowa

Wrażliwość nastolatka.

2008/01/18, piątek

Dorastanie to szczególny czas. W życiu młodego człowieka następują przemiany, które ze swej natury są zakłóceniem wszelkiej równowagi – zarówno fizycznej, jak i emocjonalnej. Dlatego wrażliwość nastolatka, to czas trudny zarówno dla niego samego, jak i dla jego najbliższych. Dla niego, bo nie zawsze rozumie, co się z nim dzieje. Czemu tak nagle potrafi mu się zmienić nastrój. Często wydaje mu się, że jest nienormalny i tylko on jeden tak cierpi, jest inny. Dla bliskich, bo często nie wiadomo czego można się spodziewać po własnym dziecku.

Nieprzewidywalność i chaos, wewnętrzna nierównowaga są normą dla tego okresu w rozwoju. Najlepiej chyba ujęła to Anna Freud pisząc na temat adolescencji takie słowa: „Wahanie się pomiędzy całkowitymi przeciwieństwami byłoby uznane za wysoce anormalne w jakimkolwiek innym momencie życia. W tym czasie znaczy tylko tyle, że dorosła struktura osobowości wymaga dużo czasu, aby się wytworzyć”.

Zatem to, co jest potrzebą osoby dorosłej, rodzica – czyli równowaga, stabilność, spokój – jest w czasie dorastania nienormalne. Tak przeciwstawne stany muszą rodzić konflity i wymagają wiele wysiłku z obu stron, aby przetrwać. Odpowiadając na pytanie <mamy> – w moim odczuciu to ani nieprzyjazne otoczenie, ani wrażliwość, tylko po prostu rozwój. Rzeczywiście trwa długo – według literatury mniej więcej od 11 do 22 roku życia jest najtrudniej. Potem – przy sprzyjających okolicznościach (na przykład wspomniana dobra relacja z rodzicami, ich głębokie zrozumienie) – osiąga się względną równowagę. Względną, bo w moim odczuciu rozwój trwa całe życie, okresy równowagi i nierównowagi są jego nieodłączną częścią. Jedynie amplituda wahań nie jest już nigdy tak wielka, jak wtedy gdy dorastamy.

Katarzyna Zawadzka.

Wrażliwość

2008/01/9, środa

Pani Sylwia napisała o kłopocie, jakim są dla niej silne reakcje emocjonalne jej synka. Na niepowodzenia w kontaktach z innymi dziećmi reaguje płaczem lub złością. Zainspirowało mnie to do napisania kilku słów o uczuciach. Dzieci przeżywają całym sobą – nie potrafią zrozumieć, co się z nimi dzieje, gdy doświadczają silnych, przykrych emocji. Nie wiedzą, że uczucia są czymś tak samo naturalnym i zmiennym, jak pogoda. Że pojawiają się pod wpływem różnych zdarzeń i samo ich pojawienie się, jest poza naszą kontrolą. Potrzebują wielu rozmów z rodzicami, aby nauczyć się rozpoznawać i nazywać to, co czują. Rozmów, w których rodzice nie odwołują się do logicznych tłumaczeń, jak należy się zachowywać („krzykiem niczego nie osiągniesz, więc po co się złościć”), ani nie zaprzeczają uczuciom swoich dzieci („to na pewno nie było takie straszne, przesadzasz”) lecz starają się wczuć w przeżycia dzieci i odzwierciedlić je własnymi słowami („to musiało być frustrujące doświadczenie”, „to chyba bolało”). To my musimy pokazać naszym dzieciom, że każde uczucie jest w porządku, a to czego potrzebują się nauczyć, co możemy im pokazać własnym przykładem, to jak je wyrazić, aby nikomu nie stała się krzywda. Nie możemy całkiem ochronić naszych dzieci od doświadczania trudnych uczuć, a nawet nie powinniśmy. W trudnych sytuacjach kształtuje się ich odporność psychiczna. Bez nich staliby się, jak cieplarniana roślina wystawiona na mróz. Możemy im towarzyszyć, dawać nasze zrozumienie i wsparcie. Jednak każde dziecko musi stoczyć swoje „bitwy”, aby nabrać sił na dorosłe życie.

 Katarzyna Zawadzka

Wieprz

2007/12/17, poniedziałek

Jak rozmawiać z uczniami, którzy wyśmiewają się z kolegi? Robią z niego kozła ofiarnego? Nazywają wieprzem? Po „Szkole dla rodziców i wychowawców” wiem, że można powiedzieć o tym, co czuję, coś w stylu „Nie podoba mi się, że jedni chłopcy przezywają innego, to musi być przykre”, albo „Jeśli macie sobie coś do powiedzenia, zróbcie to bez używania nieprzyjemnych słów”. Ale co dalej? Chłopcy odchodzą i gdzieś na końcu korytarza słyszę znów przezwiska. Wiem, że wszelkie moralizatorstwo, pouczanie spływa po dzieciach jak po kaczce. Jak wpłynąć na dzieci, aby zrezygnowały z obrażania innych?

Luiza Bendyk

Nawroty

2007/12/14, piątek

Bulwersuje mnie, kiedy nauczyciele po warsztatach w „Szkole dla Rodziców i Wychowawców” wracają do starych nawyków powtarzając „Przecież uczeń musi być ukarany”, „Inni nie mogą mysleć, że jest bezkarny”, „Musi dostać jakąś karę”. Na warsztatach doświadczają na sobie tego, że kara rani, często jest odwetem, wzbudza uczucia żalu, złości, poniżenia, które wcale nie zachęcają do zmiany zachowania na lepsze. A kiedy stykają się z sytuacją, żę pochwały opisowe, wyrażanie swoich uczuć, towarzyszenie w naprawianiu wyrządzonej krzywdy, wrażliwość na to co przeżywa uczeń nie przynoszą natychmiastowych rezultatów, w swojej bezradności koniecznie chcą uderzyć w ucznia karą: przeniesieniem do innej klasy lub szkoły, zakazem uczestniczenia w wycieczkach, dyskotekach i wszelkiej aktywności pozaszkolnej. Kiedy podpowiadam nauczycielom jak można wpłynąć na zachowanie ucznia korygująco, mówię im, że po chwilowej poprawie może nastąpić nawrót złego postępowania. Wtedy jest bardzo ważne, żeby konsekwentnie trzymać się metod opartych z jednej strony na zrozumieniu, z drugiej na stanowczości. Uczniowie powinni zobaczyć, że nauczyciel umie wyznaczyć jasne granice i jest gotowy ich bronić, ale potrafi też okazać zrozumienie dla uczuć dzieci. „Jest mi przykro, kiedy wyśmiewacie się z tego co do was mówię. Jeśli to co mówię denerwuje was, powiedzcie mi o tym. Wysłucham tego, a potem wspólnie zastanowimy się co z tym zrobić”.

Uczniowie potrzebują wsparcia w silnych, ciepłych i przewidywalnych nauczycielach. I tu mnie oświeciło, że nauczyciele z kolei potrzebują oparcia w cierpliwych psychologach, którzy rozumieją, że nauczycielom też może zdarzyć się „wpadka’ i powrót do starych schematów zachowań. Powinnam wtedy powiedzieć tak: „Wygląda na to, że jest pani sfrustrowana tym, że zrozumienie okazane D. nie przynosi szybkich efektów. To rzeczywiście może być wyczerpujące, kiedy pani od kilku miesięcy daje mu uwagę, wyszukuje wszystkie sytuacje, w których opanował się, a jemu wciąż jeszcze zdarzają się obraźliwe odzywki”. Wierzę, że zrozumiana nauczycielka odda to zrozumienie swoim uczniom. Ja też muszę zadbać o to, żeby poszukać wsparcia, kiedy irytuje mnie zachowanie nauczycieli. Całe szczęście, że mam możliwość superwizji swojej pracy, czyli otwarcia oczu na to jak wykonywać ją z większym pożytkiem dla innych.

Jolanta Basistowa

Trudna adopcja

2007/12/9, niedziela

Mam koleżankę, którą uważam za bohaterkę. Dlaczego? Mając dwójkę własnych dzieci, adoptowała trzecie w podobnym wieku, pochodzące z patologicznej rodziny. Bohaterstwo to tym większe, że chłopczyk ten ma wiele obciążeń, bo jego biologiczna mama będąc w ciąży piła nałogowo. Rodziców decydujących się na tak trudną adopcję powinno się wspierać na każdym kroku. Co jednak się robi? Systematycznie podcina im skrzydła. Najpierw dziecko zostało wyrzucone z przedszkola. Potem nie można było znaleźć miejsca w innym, bo okazało się, że mamy wyż i brakuje miejsc. Czy nie uważacie, że takie dziecko powinno mieć pierwszeństwo? Że jego przybrani rodzice powinni otrzymać wszelką potrzebną pomoc?
Domy dziecka są koszmarem i produkują nieudolnych życiowo ludzi, którzy całe życie będą obciążeniem dla społeczeństwa. Czyż nie lepiej byłoby wspierać rodziców decydujących się na adopcję?

Luiza Bendyk

Zaufanie

2007/11/18, niedziela

Po kilku latach pracy w mojej szkole po raz kolejny przekonuję się, że kluczową sprawą jest budowanie zaufania. Tylko dzięki niemu trudne sprawy mogą powolutku posuwać się do przodu. Kiedy u dziecka objawia się nagle poważne zaburzenie psychiczne, przestraszeni i zdezorientowani są przede wszystkim rodzice, za chwilę niepokój dopada nauczycieli i dzieci w klasie. Widać, że z dzieckiem coś jest nie w porządku i automatycznie rozpoczyna się szukanie winnych. Rodzice typują koleżanki, nauczyciele rodziców, uczniowie dorosłych, błędne koło napędza się samoistnie coraz szybciej. Zatrzymanie go bodaj na chwilę wymaga skupienia się na tym jak rozwiązać trudną sytuację, jak pomóc dziecku. W praktyce to są mozolne rozmowy z rodzicami i zachęcanie ich do pójścia do psychiatry. I niech nikt mi nie mówi, że to jest łatwe do zrobienia i przyjęcia nawet jeśli objawy są ewidentne. Potem znowu wszyscy zainteresowani muszą zmierzyć się z kolejną porcją lęku i niepewności co do tego jak ułożyć szkolne sprawy. Pobyt w szpitalu czy nauczanie indywidualne w domu? Do tego potrzebne są decyzje instytucji takich jak Poradnia Psychologiczna, a potem jednostka prowadząca szkołę, czyli Gmina. Sporo uzgodnień z nauczycielami, przygotowanie ich do pracy w warunkach wymagających specyficznego podejścia do dziecka, rozmowy w klasie z uczniami. A przede wszystkim uważne towarzyszenie rodzicom w zmaganiu się z zaskakującą i niezrozumiałą sytuacją. Całe szczęście, że udało mi się zdobyć do tej pory bodaj trochę zaufania rodziców i nauczycieli, choć najbardziej wspierające dla mnie jest zaufanie, ktore okazuje mi moja dyrektorka.

Jolanta Basistowa

Dobra wiadomość

2007/11/6, wtorek

Mam dobrą wiadomość! Wkrótce do kilkudziesięciu gimnazjów w całej Polsce trafi program Golden Five, który ma pomóc nauczycielom bezpiecznie przeprowadzać uczniów przez „próg edukacyjny” pomiędzy szkołą podstawową a gimnazjum. Program operuje bardzo prostymi środkami i koncentruje się na polepszeniu klimatu w klasie, ociepleniu relacji pomiędzy nauczycielami a uczniami, zrozumiałym i przyjaznym komunikowaniu się z klasą, zauważaniu pojedynczych uczniów i budowaniu szacunku i wzajemnego zrozumienia w kontaktach z rodzicami. Zdaje się, że rewolucyjną nowością w polskiej szkole jest towarzyszenie nauczycielowi we wprowadzaniu programu w klasie, bowiem nauczyciel realizujący Golden Five ma raz w tygodniu przez cały semestr zapewnione półgodzinne spotkanie z instruktorem, z którym może omówić wszelkie trudności. Moja nadzieję budzi to, że nauczyciel traktowany jak człowiek, ma szanse zobaczenia w uczniu człowieka! Zainteresowanych odsyłam na stronę Golden Five.

Jolanta Basistowa

Ave Dyrektor!

2007/11/5, poniedziałek

Nie będzie szkolnych kapusiów! Dyrektor i jego Rada Pedagogiczna nie wytrzymali nacisku oświeconych rodziców i znieśli obowiązek oceniania zachowania kolegów i koleżanek na przerwie. Niektórzy nauczyciele się cieszą, inni żałują. Bo drzwi do łazienki już nie trzaskały, jak kiedyś i dzieci nie biegały jak szalone po korytarzach… Drzwi i szkolne korytarze znów znalazły się w opresji, ale być może przetrwa szkołę niejedna przyjaźń.

Luiza Bendyk