Kije i marchewki

Kilka dni temu usłyszałam po raz kolejny w telewizji wypowiedź na temat kar i nagród w wychowaniu. O tym, że są one konieczne. Że powinny być mądre.
Z poglądem, że bicie nie jest metodą wychowawczą zgadza się dziś chyba większość rodziców i wychowawców. Zastanawiam się ile lat musi upłynąć, aby rodzice i wychowawcy zauważyli, że ani kary, ani nagrody nie wychowują. Mało tego, że często sens tego wychowania psują. Jeśli w wychowaniu chodzi nam o uzyskanie dobrego wpływu na dzieci tak, aby uznały one za swoje własne wartości i normy, dzięki którym ludziom żyje się ze sobą nawzajem lepiej, to czas najwyższy sobie powiedzieć, że żadną karą, ani nagrodą tego nie osiągniemy. Jeśli wychowując, chcemy budować dobre relacje w rodzinie, to nie tędy droga.
Karą nie, ponieważ najczęściej nie ma ona logicznego związku z winą. Jeśli Bartek uderzył swoją siostrę, bo się na nią wkurzył, to czego nauczy go zakaz korzystania z komputera, albo szlaban na wyjścia z domu? Otóż tą drogą Bartek nie dowie się, że przemoc nie pomaga w rozwiązywaniu problemów – a nawet przeciwnie. Skoro silniejszy rodzic może ograniczyć moją swobodę, to znaczy że tak można rozwiązywać konflikty. Trzeba tylko być silniejszym. Takie postępowanie rodzica może zatem doprowadzić dziecko do przekonania „jak dorosnę, to im pokażę”.
Kara jest nieskuteczna także z innych powodów. Na przykład dlatego, że dziecko – jeśli nawet zmieni swoje zachowanie pod jej wpływem – to ze strachu, a nie z przekonania, że postąpiło niewłaściwie. Zatem skuteczność kary będzie tak długa, jak długo będzie się ono bać. Dyscyplina, jakiej nauczy się dziecko będzie miała wymiar wyłącznie zewnętrzny – kiedy groźny dorosły będzie w pobliżu, należy zachowywać się tak, jak tego oczekuje. Kiedy tylko zniknie z pola widzenia, można wrócić do własnych zachowań. Kara u dziecka rodzi bardzo silne, nieprzyjemne uczucia. Koncentrując się na tym, jak „niedobry, niesprawiedliwy” jest rodzic czy wychowawca lub jak „niedobry, niegrzeczny” jestem ja sam – dziecko nie ma warunków na to, aby zastanowić się, czemu jego zachowanie było niewłaściwe. Pochłonięte „szlachetnym” uczuciem zemsty, chęcią odwetu za niesprawiedliwość, która go spotkała lub strachem przed groźbą kary nie ma szans na refleksję nad sobą. A bez zrozumienia tego, nie ma powodów, ani chęci aby się zmieniać.
Dodatkowym skutkiem ubocznym stosowania kar w wychowaniu są efekty, których nie chcemy. Mianowicie dzieci uczą się jak unikać kar – poprzez kłamstwo, ukrywanie tych zachowań, o których wiedzą, że są przez dorosłych nieakceptowane.
O tym, dlaczego kary są ciągle obecne w wychowaniu oraz o nagrodach napiszę niebawem.

Katarzyna Zawadzka.

Wpis “Kije i marchewki” skomentowano 4 razy

  1. borsuk pisze:

    z całym szacunkiem, ja nie mam takiej jak Pani wiedzy psychologicznej, ale odnoszę wrażenie, że w tej teorii o braku konieczności karcenia młodych osobników tak, by trzymały się z dala od niebezpieczeństw i by znały hierarchię stada jest zaprzeczeniem milionów lat ewolucji naczelnych. Krótko mówiąc, Pani teoria wydaje mi się być tak oderwana od rzeczywistości jak teorie społeczno-ekonomiczne z przełomu XIX i XX wieku (mam na myśli np marksizm).
    Oczywiście ja nie sprostam Pani w dyskusji na polu psychologii. Ale sprosta Pani w tej dyskusji rzeczywistość, obawiam się, weryfikując ją negatywnie.
    No ciekawe…

  2. Marta pisze:

    bardzo trafne przemyślenia Pani Kasiu

  3. Piotr pisze:

    Opisuje Pani wylacznie negatywne odczucia dziecka. Jakie sa wskazowki dla rodzica? Jak przekonac dziecko ze postepuje nierozwaznie, albo ze uleganie slabosci dzisiaj spowoduje przykre konsekwencje w przyszlosci? Jak nie pozwolic dziecku na utrwalanie zlych nawykow? Czy perswazja jest wystarczajacym narzedziem? Mam syna (17 lat) z ktorym duzo rozmawiam. Nie jest trudnym dzieckiem ale leniwym i balaganiarskim. Mowi ze rozumie moje argumenty ale nigdy nie wykazuje sie inicjatywa zeby je wcielac w zycie, czeka na moja uwage. A ja chce zeby zrozumial czemu to sluzy i wykazywal sie samodzielnoscia w dzialaniu i mysleniu.
    Jak to osiagnac?

  4. mila.venus pisze:

    W przypadku opisanym przez Piotra jasno widać, że rodzice nie mają świadomości, że ich dzieci są autonomicznymi jednostkami, które w większym lub mniejszym stopniu mają prawo współdecydować o sobie, i może sie zdziwicie ale uważam tak czy to w odniesieniu do pięciolatka czy nastolatka, a jeśli
    Piotrze, metody jakimi sie posługiwałeś do tej pory w porozumiewaniu sie ze swiom synem nie przyniosły rezultatu, jest na to rada

    ZMIEń METODY

    POSZUKAJ INNEGO SPOSOBU

    BO NIE MA NIC WAZNJSZEGO NIZ DążENIE DO POROZUMIENIA POPRZEZ SZACUNEK I AKCEPTACJE INNEGO ZDANIA

Dodaj komentarz