Zamiast karania

Aby nauczyć się, że jakieś zachowanie jest niewłaściwe i nie warto go powtarzać, potrzeba kilku okoliczności. Po pierwsze trzeba ponieść konsekwencje tego zachowania, które są nieprzyjemne, rodzą dyskomfort, ale nie są raniące czy niszczące. Kara stosowana w wychowaniu w powszechnym rozumieniu i użyciu, to zachowanie które najczęściej nie ma związku z winą, jest nieadekwatne do winy i dlatego jest raniące, a czasem niszczące. Szczególnie, gdy towarzyszą jej silne emocje rodzica. Na przykład, jeśli Bartek i Kuba pokłócą się i poszturchają między sobą, a ich rodzic „za karę” odbierze im możliwość korzystania z komputera przez tydzień, to co ma piernik do wiatraka? Bracia nie potrafią zrozumieć związku pomiędzy swoim zachowaniem, a karą (bo go nie ma) i dlatego czują się niesprawiedliwie potraktowani, skrzywdzeni, wkurzeni na rodzica i na siebie nawzajem. Taka sytuacja nie sprzyja refleksji, zastanawianiu się nad tym, czemu moje zachowanie było nie w porządku i czy może nie warto go powtarzać.
Jednak jeśli przykładowy Bartek przez ostatnie 2 tygodnie po powrocie ze szkoły rzucał tornister w kąt i siadał do komputera zapominając o wszystkim innym, a tymczasem na wywiadówce rodzic zorientował się, że znalazło to odbicie w jego ocenach, to w tej sytuacji odebranie przywileju korzystania z komputera do czasu poprawienia ocen wydaje się być logicznym następstwem zachowania dziecka. Naturalną konsekwencją. Jednak ważne jest, aby rodzic potrafił swoją decyzję uzasadnić i tak sformułować, aby jego dziecko potrafiło ją zrozumieć. To zrozumienie jest drugim warunkiem sprzyjającym skutecznemu uczeniu się, że pewne zachowania są nie do przyjęcia.
Służy temu język opisowy, np. „Widziałem, że przez ostatnie dwa tygodnie po szkole spędzałeś niemal cały swój czas przed komputerem. Ani razu nie miałem okazji zobaczyć, że się uczysz, chociaż być może miało to miejsce. Tym niemniej oceny, o jakich dowiedziałem się na wywiadówce raczej przekonują mnie, że za mało. Rekwiruję komputer do czasu poprawienia ocen. Możemy też wspólnie zastanowić się, jak na przyszłość uniknąć podobnej sytuacji”.
Jak słusznie zauważyli Państwo komentując moje wcześniejsze teksty w tym wątku, dorośli posiadają więcej doświadczeń i zdolności przewidywania, co się może zdarzyć. Już po kilku dniach mogą przewidzieć czym się skończy takie zamiłowanie do komputera. Mogą naszego przykładowego Bartka uprzedzić o konsekwencjach, mówiąc „Codzienne korzystanie z komputera w dużych ilościach szkodzi nie tylko zdrowiu, ale i zaniedbywaniu obowiązków. Możesz korzystać z komputera, ale najpierw odrób lekcje i przygotuj się do szkoły. W przeciwnym razie stracisz przywilej używania go”. Oczywiście, jeśli dziecko nie przejmie się naszymi słowami następnym naszym krokiem będzie przejęcie inicjatywy w działaniu i ograniczenie dostępu do komputera.

Katarzyna Zawadzka

Wpis “Zamiast karania” skomentowano 6 razy

  1. Kazek pisze:

    Z pewnoscia znajda sie tacy, ktorzy napisza ze artykul ten to neoliberalistyczne czy nawet libertynskie bzdury, ze najlepsza metoda wychowawcza i wzorem dla stanowienia prawa jest zasada kara smierci za wszystko, wlacznie z kara smierci za probe samobojcza ( chodzi o poszanowanie zycia od jego naturalnego pozcecia az do naturalnej kary smierci). Cuz, zero tolerancji…

  2. borsuk pisze:

    „naszym krokiem będzie przejęcie inicjatywy w działaniu i ograniczenie dostępu do komputera”
    czyli ukaranie 🙂

    Proszę Pani, proszę o podpowiedź, co by Pani myślała o takiej sytuacji: pięciolatek biega za piłką pod blokiem. Niedaleko znajduje się ulica. Co prawda to droga osiedlowa i teoretycznie auta nie powinny jeździć nią za szybko, ale w praktyce nawet przy tych 40km/h jeśli dzieciak wypadnie zza zaparkowanego auta (dodajmy zza muru zaparkowanych aut, nic nie widać) to nic mu nie pomoże. Tłumaczenie dziecku że nie może wybiegać na ulicę w żadnych okolicznościach nic nie da, kiedy będzie zaaferowane grą. Czy tylko przykre wspomnienie lania, które dostało kiedy raz wypadło na ulicę nie jest tym, co ochroni jego życie?
    To nie jest prowokacja, ja tylko jestem ciekaw, czy potrafiła by Pani wymyślić „bezinwazyjny” 😉 sposób na zapobieganiu nieszczęściu. Oczywiście celowo pomijamy tu fakt, że ktoś takiego pięciolatka powinien pilnować. Żyjemy w końcu w realnym świecie.

  3. tss pisze:

    1. Nie a’propos. Czy jest możliwe aby tę stronę móc polecać z użyciem internetu znajomym? Przydałaby się stosowna rubryczka „Poleć znajomemu”. Mogę prosić?

    2. Cenne jest to, że umie Pani napisać o trudnych sprawach w jasny, przystępny spsób.Gratuluję.

  4. borsuk pisze:

    ja już ją poleciłem – sobie samemu :-). Wszystkie wpisy są ciekawe i inspirujące, nawet jeśli kontrowersyjne. Szczególnie jednak spodobały mi się i przydały linki o kontroli stresu. Już od paru dni nosiłem się z zamiarem podziękowania za nie – nadarzyła się okazja 🙂

  5. Yvonne154 pisze:

    Bardzo cenne spostrzezenia, jednak czesto jest tak, ze nie potrafimy dotrzec do dziecka, tlumaczac mu, co zrobilo zle. Postaram sie wdrozyc Pani wskazowki w zycie, pozdrawiam!

  6. Katarzyna Zawadzka pisze:

    Czytam Państwa uwagi i myślę nad odpowiedzią. Proszę jednak o wyrozumiałość, w najbliższych dniach mam wyjątkowo dużo pracy, a nie chcę odpowiadać w pośpiechu. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz