Zamiast karania, c.d.

Kara jest konsekwencją niewłaściwego zachowania dziecka wymyśloną przez dorosłego i być może właśnie dlatego, zazwyczaj nie mającą związku z winą lub szkodą. Na domiar złego często towarzyszą jej silne emocje rodzica, który pod wpływem własnego gniewu czy bezsilności nieraz traci umiar i najzwyczajniej odreagowuje na dziecku. Jakie to ma skutki? Przypomnijcie sobie Państwo jakieś sytuacje ze swojego dzieciństwa, kiedy zostaliście ukarani. Co udało Wam się zapamiętać, czego się nauczyliście? Jakie towarzyszyły Wam wtedy uczucia, myśli na temat osoby wymierzającej karę?
Pobawmy się przez chwilę w skojarzenia do słowa „kara”. Kiedy myślę kara, to nasuwają mi się takie słowa: ból, poczucie krzywdy, niezrozumienie, żal, represja, odwet, wściekłość, bunt, „jestem do niczego”, „ciągle coś psuję”, „ja im jeszcze pokażę”. Mam nadzieję, że w komentarzach podzielicie się swoimi skojarzeniami. Nie udało mi się przypomnieć sobie jakiejkolwiek sytuacji z dzieciństwa, o której mogłabym powiedzieć „słusznie mnie ukarano, należało mi się”. Jestem jednak przekonana na podstawie reakcji rodziców na zajęciach, które prowadzę, że znajdą się osoby, które przypomną sobie takie sytuacje. Ile razy wspólnie analizowaliśmy je w grupie, tyle razy przekonywałam się, że okoliczności towarzyszące „słusznej karze” były następujące:
– w postawie rodzica: zrozumienie, że można popełniać błędy; w miarę spokojna rozmowa o przyczynach i okolicznościach nieakceptowanego zachowania; nastawienie na znalezienie rozwiązania, a nie na szukanie winnego; stanowcze dążenie do naprawienia szkody, jeśli jakaś się stała i pomoc dziecku w znalezieniu na to dobrego sposobu.
– sama kara była logicznym następstwem nieakceptowanego zachowania dziecka.
Jest kilka powodów, dla których w ramach spotkań „Szkoły dla Rodziców i Wychowawców” słowo „kary” zastępujemy zwrotem „naturalne konsekwencje”. Dla uniknięcia negatywnych skojarzeń. Dla odróżnienia postawy, w której dorosły wie lepiej jak należy się zachować i z góry to określa, narzucając dziecku swoją wolę (kara, dziecko ma się podporządkować, jest traktowane przedmiotowo), od postawy w której dorosły określa, jakich zachowań nie akceptuje, czego w związku z tym oczekuje od dziecka i uprzedza co się może stać, jeśli dziecko mimo to zachowa się niewłaściwie. W tej drugiej sytuacji do dziecka należy wybór jak się zachować i to ono będzie odpowiedzialne za konsekwencje, jakie go spotkają.
Przykład: „Albo odstawisz rower na jego miejsce, albo ja to zrobię a Ty stracisz przywilej korzystania z niego przez 3 dni. Sam zdecyduj”. Wybór ograniczony to mimo wszystko lepsza sytuacja, niż brak wyboru.

Katarzyna Zawadzka.

Wpis “Zamiast karania, c.d.” skomentowano 3 razy

  1. basiak pisze:

    Zasadniczo zgadzam się z tym , co Pani pisze, ale mam wątpliwości co do skuteczności proponowanych przez Panią metod. Zakłada Pani,że dziecko kiedyś ugnie się. Żal mu będzie straconych przywilejów, przedmiotów, wolności i zrozumie,że lepiej dostosować się do obowiązujących reguł.
    Co jednak, kiedy nie zrozumie, albo nie będzie chciało zrozumieć? Co powinien zrobić rodzic w sytuacji, kiedy odbierze już wszystko a dziecko nadal robi swoje? Wyrzucić z domu, bo nie stosuje się do zasad?

    Nie uważam kary cielesnej za metodę wychowawczą, ale przekonałam się wielokrotnie,że proponowana przez Panią metoda niczego nie załatwia.
    Więc cóż robić z dziećmi opornymi ?

  2. Katarzyna Zawadzka pisze:

    Nie zakładam, że dziecko się ugnie. Każdy rodzic musi sam sobie odpowiedzieć na pytanie, czy chce wychowywać dziecko do samodzielności i odpowiedzialności. Jeśli tak, to oznacza dla niego zmierzenie się także z takimi sytuacjami, w których dziecko dokona złych – zdaniem rodzica – wyborów, popełni błędy. To znaczy często zadawać sobie pytanie „jakie są granice mojego wpływu na drugą osobę, na moje dziecko”. Szukanie odpowiedzi na to pytanie to jeden z najtrudniejszych momentów wychowania. Nikt Pani nie da gotowej odpowiedzi, bo jej nie ma – każdy z nas musi do niej dochodzić całkowicie samodzielnie i także może popełniać tu błędy. To także oznacza spotykanie się w wychowaniu z własną niemożnością. Odpowiadanie sobie na pytanie „na czym mi najbardziej zależy? – chcę wygrywać z moim dzieckiem za wszelką cenę, czy chcę szukać dobrych rozwiązań?”

  3. tss pisze:

    Dziwi mnie coraz bardziej ekscytacja karą, wiara w jej (kary) pozytywny wpływ na wychowanie człowieka. To co dotąd dowodzi, że kara proporcjonalnie do stopnia dotkliwości przynosi nie naprawę a spustoszenie w psychice szczególnie dziecka. Ludzie, którzy je stosują, kierują się własną – krótkowzroczną – wygodą.

    Kara może w konsekwencji wynaturzyć i karanego, i karzącego? Może zechce Pani napisać o takich sytuacjach?

    Może kara jest odwetem nie zaś zadośćuczynieniem? Może powoli (szkoda, że tak bardzo powoli) kara odejdzie w niebyt?

Dodaj komentarz