Dziecko na ulicy

Zanim spróbuję odpowiedzieć na pytanie postawione w komentarzach, najpierw kilka słów wyjaśnienia. Nie chciałabym sprawić wrażenia, że znam najlepsze odpowiedzi na każdy problem wychowawczy. Jestem głęboko przekonana, że nie ma gotowych rozwiązań na każdą sytuację wychowawczą – są jedynie ogólne wskazówki, które mówią o tym, jakie zachowania, postawy rodzicielskie sprzyjają budowaniu dobrych relacji z dziećmi. Każdy rodzic jest – a może raczej staje się – w pewnym sensie ekspertem od wychowania swojego dziecka. Dzieje się tak także dzięki temu, że popełnia błędy i wyciąga z nich wnioski. Każdy proces wychowawczy jest niepowtarzalny, autorski i związany z systemem wartości wychowującego. Relacje między ludźmi są dynamiczne – podlegają zmianom, rozwijają się tak, jak rozwijają się ich uczestnicy. Zatem najlepsze, co może zrobić rodzic, czy wychowawca to nie przywiązywać się do gotowych schematów, nie oczekiwać recept, a raczej starać się zrozumieć siebie, swoje dziecko, myśleć i szukać dobrych rozwiązań trudnych sytuacji. Możemy sobie w tym pomagać dzieląc się doświadczeniami. Pamiętając przy tym, że każde dziecko jest indywidualnością i moje pomysły mogą okazać się dla kogoś innego zupełnie nieprzydatne.
Wracając do przykładu z dzieckiem grającym w piłkę i wybiegającym na ulicę (komentarz Pana o pseudonimie borsuk z dnia 14 maja). Podobnie jak kierowcy nie zawsze podporządkowują się znakom drogowym, tak i dzieci łamią reguły. Jedni i drudzy najczęściej przekraczają znaki zakazu i nakazu. Co nie zwalnia rodziców, ani tych, którzy ustanawiają prawo drogowe od stawiania znaków. Zatem mówić trzeba, chociaż lepiej do celu prowadzą znaki informacyjne „Wybieganie na ulicę grozi wypadkiem”, niż znaki zakazu „Nie wybiegaj na ulicę, bo możesz wpaść pod samochód”.
W opisanej sytuacji najbardziej bezinwazyjne i najskuteczniejsze wydają mi się jednak działania zmierzające nie tyle do zmiany zachowania dziecka, co do zmiany okoliczności sytuacji. Innymi słowy zmobilizowałabym rodziców z osiedla do wysiłku w kierunku postawienia barierek oddzielających boisko, plac zabaw od ulicy w miejscach, w których najczęściej bawią się dzieci w taki sposób, aby uniemożliwić im gwałtowne pojawienie się na drodze.

Katarzyna Zawadzka.

Wpis “Dziecko na ulicy” skomentowano 8 razy

  1. jola pisze:

    Kasiu i borsuku, wydaje mi się, że w tym przypadku nie ma potrzeby sztucznego wymyślania „bezinwazyjnych sposobów na zapobieganie nieszczęściu”; zdaje mi się, że to jest tylko gra słów. Tak naprawdę chodzi tu o postawienie granicy, czyli np. „Wybieganie na ulicę…” lub „Nie wolno wybiegać na…” i PILNOWANIE tej granicy, czyli bezpieczeństwa 5 latka. Czy pilnować powinna osoba, grupa osób, czy barierki to już kwestia umowy i organizacji. Zbicie dziecka ma się do tego wszystkiego nijak.

  2. Edyta Lis-Tarczyńska pisze:

    Pani Kasiu,
    dziekuję za Pani ciekawe artykuły i mam pytanie zawodowe. Pisze Pani również o warsztatach „Szkoła dla Rodziców”. Myślę, aby zorganizować coś podobnego w naszej szkole. Czy to program autorski czy poprzedza go jakieś specjalne szkolenie, kurs, studium dla psychologów? Proszę o odpowiedź. Dziękuje z góry. E.Lis-T.

  3. borsuk pisze:

    Jolu
    zanim przeczytałem Twój komentarz pomyślałem sobie to samo – w zasadzie.
    Ponieważ w miejscu o którym piszę praktycznie nie ma możliwości postawienia fizycznych barierek, a znaki były by ignorowane, jedynym praktycznym rozwiązaniem były by dyżury opiekunów (rodziców, dziadków itp) i pilnowanie dzieciaków.

    Niestety nie jest to rozwiązanie które ma szansę tu zaistnieć. Nie ci ludzie. Niestety. Codzienna praktyka pokazuje, że ich sposobem na wychowanie dzieci jest wypuszczenie ich na dwór z kluczem na szyi.

  4. joanna pisze:

    Czytam uwaznie wszystkie komentarze i artykuły. Odnoszę je do sytuacji z życia wziętych. Jestem wychowawca małych dzieci, nauczycielem, który nie pisze uwag i nie skarży do rodziców, że uczeń żle sie zachowuje. Moi uczniowie wiedzą, że istnieją rózne formy radzenia sobie z trudnosciami. Znają oni z autopsji odwoływanie sie do dzienniczka ucznia jako kary za niewłaściwe zachowanie. Wiele osób uznaje taką uwagę za formę informacji o dziecku. Ja bardzo dużo rozmawiam z dziećmi o codziennych sytuacjach. Kązdej osobie należy inaczej wytłumaczyc problem. Czesto proszę, aby sami powiedzieli o tym co działo się w szkole rodzicom. To dla dzieci jest bardzo trudne. Muszą być choć trochę obiektywne, bo są przekonane, ze przy najbliższej okazji poruszę ten temat. Wolę porozmawiać z rodzicami uczniów w cztery oczy i wspólnie zastanowić się co możemy zrobić w takiej sytuacji. Uwaga w dzienniczku to według mnie sposób na odsuwanie problemu. Nie znaczy to, ze w mojej szkole się go nie stosuje, nie znaczy również, ze mam rację. Wybrałam taką formę pracy z dziećmi i mam wrażenie, ze daje ona efekty. To taki przykład na rózne podejście do znanej sprawy.

  5. Katarzyna Zawadzka pisze:

    Pani Edyto, informacje o programie można znaleźć na stronie internetowej Centrum Metodycznego Pomocy Psychologiczno-Pedagogicznej. Link do niej znajduje się na głównej stronie Psycho(b)loga: Przydatne strony, Szkoła dla Rodziców i Wychowawców. Pozdrawiam.

  6. borsuk pisze:

    Pani Katarzyno
    znalazłem opis moich sąsiadów. Może trochę przerysowany. Ale zasada jest taka sama. Proszę wybaczyć wulgaryzmy (tym bardziej że nie ja pisałem). Proszę powiedzieć – co z takimi ludźmi robić?
    http://radkowiecki.blox.pl/2007/05/There-goes-the-neigborhood.html#ListaKomentarzy

  7. Katarzyna Zawadzka pisze:

    Panie borsuku, nie mam pojęcia co Panu napisać. Nie jest moim celem produkowanie pomysłów rozwiązań w sytuacjach i odnośnie ludzi, których nie znam dokładnie. Staram się raczej dzielić tym, co sama sprawdziłam. Mogę tu co najwyżej powtórzyć za Panią Jolą – trzeba stawiać granice, także dorosłym. Reagować na to, co narusza zasady współżycia. Pozdrawiam.

  8. borsuk pisze:

    Pani Katarzyno
    Wiem, że p. Jola i Pani również macie rację. Powinienem pójść do tych ludzi i porozmawiać, licząc na ich rozsądek. Ale przyznam szczerze że chyba jednak się poddam i zostawię wszystko jak jest, nie mam inklinacji na męczennika sprawy. Póki co rozważam przeprowadzkę w spokojniejszą okolicę.

Dodaj komentarz