Szkolna choroba

Moje najmłodsze dziecko, dziesięciolatek, zachorowało na szkołę. I to wcale nie na początku czwartej klasy, ale pod koniec trzeciej. Bóle głowy, brzucha, biegunka, czasami nawet stan podgorączkowy. Początkowo braliśmy te objawy za przeziębienie i zostawialiśmy dziecko w domu. Z czasem jednak zorientowaliśmy się, że przyczyną choroby jest po prostu szkoła. Skoro tak próbowaliśmy doszukać się problemów z kolegami, z nauczycielami, z nauką. Nic nie znaleźliśmy. Z utęsknieniem czekaliśmy na wakacje – dziecko odpocznie, wydorośleje i być może problem minie sam. Niestety od początku września choroba powróciła. Nasze dziecko do tego stopnia nas skołowało, że zaczęliśmy zabierać je ze szkoły, kiedy skarżyło się na brzuch, czy głowę. Wreszcie stwierdziliśmy, że to droga donikąd i powiedzieliśmy stanowczo acz łagodnie, że do szkoły chodzić trzeba, nawet wtedy, gdy się ktoś denerwuje. Cały czas zastanawialiśmy się, wspólnie z synem, skąd biorą się jego nerwy. Doszliśmy wreszcie do wniosku, że to nieobecność starszego rodzeństwa w szkole. Najmłodsze dziecko, przyzwyczajone do ciągłej obecności kogoś starszego-bliskiego, nagle zostało samo. Diagnozę potwierdziła psycholożka, do której udaliśmy się po poradę. Co mogliśmy zrobić? Jak nam wyjaśniono, najgorszą walką ze strachem jest ucieczka przed nim. Trzeba wesprzeć dziecko, aby mogło ze strachem się zmierzyć i w końcu go pokonać. Tak więc nasze stanowcze stwierdzenie „do szkoły chodzić trzeba” okazało się słuszne. Kolejna rzecz, to nauczyć dziecko radzenie sobie ze strachem. Proste ćwiczenia zadziałały szybko: spokojne, głębokie oddychanie; próba myślenia o czymś innym, kiedy tylko strach zaczyna paraliżować; zajęcie się czymś absorbującym; chwalenie dziecka za najdrobniejszy sukces w walce ze strachem; udowodnienie mu, że potrafi mu się przeciwstawić; wzmacnianie wiary w siebie.

Przyznać muszę, że były momenty, kiedy prawie płakałam razem z moim synem, albo gotowa byłam zostawić go w domu, gdy rozpaczał.

Luiza Bendyk

Wpis “Szkolna choroba” ma jeden komentarz

  1. Anna Kalejta pisze:

    Pamiętam gdy moja młodsza siostra zaczynała swoja przygodę z przedszkolem również przeżywała ogromny stres, wtedy mama trafiła do Niej tymi słowami: ” Kasiu, mama chodzi do pracy i Ty też, przedszkole to taka Twoja praca”. Do Kasi ten argument dotarł i obudziło w Niej to takie wewnętrzne poczucie obowiązku, że Ona tez robi coś ważnego, bo przecież przedszkole to Jej praca.

Dodaj komentarz