Nad głową dziecka

Podczas pierwszych zajęć ostatniej grupy dla rodziców, gdy omawialiśmy zasady pracy grupy, jeden z uczestników zadał mi pytanie po co w ogóle wprowadzamy jakieś zasady. Przecież wszyscy jesteśmy dorośli, powinniśmy wiedzieć, jak należy się zachować. W zasadzie miał słuszność, jednak nie wszyscy kierują się w życiu takimi samymi zasadami. Kiedy spotyka się grupa ludzi, którzy wcześniej się nie znali, nie wiedzą czego mogą się spodziewać po sobie. Czują się niepewnie, bo nie wiedzą, co w tej grupie jest mile widziane, a co nie. To ich krępuje, ogranicza swobodę wypowiedzi, hamuje chęć do dzielenia się swoimi doświadczeniami.

Zasady są tu pomocne, żeby w grupie można było poczuć się bezpieczniej i dzielić się sobą, co jest podstawową siłą tych zajęć. Bez osobistych, życiowych sytuacji, które uczestnicy przywołują podczas zajęć byłyby one jeszcze jedną teoretyczną rozprawą o wychowaniu. Dzięki otwartości uczestników stają się praktycznym doświadczeniem, przydatnym na codzień. Jednak taka otwartość możliwa jest tylko wtedy, gdy są zapewnione odpowiednie warunki – na przykład dyskrecja, która oznacza, że nie opowiadamy osobistych przykładów poznanych na grupie nikomu spoza niej. Że nie dopytujemy o szczegóły opowiedzianej sytuacji – to osoba, która ją przytacza decyduje ile chce powiedzieć.

Jedną z proponowanych grupie zasad jest też taka, która nieodparcie skojarzyła się rodzicom z ich własnym dzieciństwem. Otóż proponuję uczestnikom, aby zwracali się DO SIEBIE, a nie mówili O SOBIE NAWZAJEM. Jednym z najbardziej irytujących zachowań rodziców (i nie tylko) jest odpowiadanie na pytania dotyczące dziecka „nad jego głową”. Ciocia Krysia pyta „jak się uczy Wojtuś” (który stoi obok mamy i słucha tego pytania), a mama odpowiada „Wojtuś przynosi same piątki, ma wyjątkowy talent do ścisłych przedmiotów”. Wojtuś tymczasem duma sobie „czy jestem niewidzialny? uważają mnie za niemowę, albo głupiego? dlaczego nie mogę sam odpowiadać na te pytania?” Czuje się zignorowany – słusznie zresztą – ponieważ w jego obecności toczy się rozmowa o nim w taki sposób, jakby był nieobecny.

Katarzyna Zawadzka

Wpis “Nad głową dziecka” ma jeden komentarz

  1. Anna Kalejta pisze:

    Postawa „nad głową” jest nagminna, tak uważam. Mam 4-letnią siostrzenicę i dziadkowie, wujkowie, ciotki tak właśnie zachowują się w Jej obecności, nie zdając sobie nawet sprawy, że to dziecko słucha, myśli, rozumie, ba nawet posługuje sie ironią ( co niejednokrotnie wprawiło w osłupienie cała rodzinę nie wyłączając oczywiście mnie :])…
    a takie zachowanie rodzi postawę niewidzialny=mało ważny=niepełnowartościowy….

Dodaj komentarz